Wena i Erato

Nikt mi nie powie, ty mały matole
Gdy skończę, wreszcie to przedszkole
Wtedy  mnie czeka, podstawówka
Zacznę od gumki, kredki i ołówka

Będę  tworzyć, przecudne wiersze
Nauczyć się muszę, pisać po pierwsze
Poznać też wszystkie, brzydkie wyrazy 
By je omijać, by wiersz był bez skazy

Już miałem zaostrzyć, wszystkie ołówki
Gdy nagle odkryłem, brak temperówki
Musiałem odłożyć, wierszy pisanie
Może jak podrosnę, to wreszcie się stanie

W średniej szkole poznaje literaturę
I podobają mi się , wiersze niektóre
W zapale więc, długopis chwytam 
Nikogo o żadne, zdanie nie pytam

[solo guitar riff]

Lecz mimo wysiłków, postępów ani rusz
Bo w długopisie, wysechł cały tusz
Po studiach gdy chwycę, więcej wiedzy
Napiszę pięknie, -  zdziwią się koledzy

Wreszcie sam zdziwionym, jak ten czas leci
Nim się obejrzał, sypnęły się dzieci
I żona mnie goni,  codziennie do pracy
Do emerytury, nikt  wiersza nie zobaczy

Wtedy znikają kłopoty, troski i brak czasu
Lecz zamiast pisać,  idziemy do lasu
Na nic więc poszły, te młodzieńcze plany
Gdy umysł amnezją  jest trochę zawiany

Pisanie staje się, wielkim kłopotem
Gdy odkładamy je, ciągle na potem
Nic nie pomoże, dla takiego cymbała
Bo wena z Eratą, już dawno odleciała

Oj, odleciała


Contact Us / Kontakt z nami
skaner@skaner.net / +1 519 641 8894